Reklama

„Lutnia” świętuje

2018-06-28 10:24

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 26/2018, str. VII

UG Strumień

Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia” im. Jana Orszulika w Strumieniu obchodzi 100. rocznicę istnienia. Rok jubileuszowy chórzyści postanowili uczcić – nie inaczej – jak po prostu śpiewem. W czerwcu zaprosili zaprzyjaźnione chóry do udziału w II Zjeździe Strumieńskich Chórzystów, który odbył się podczas Staromiejskiej Wiosny. Wraz z absolwentami chóru oraz zaproszonymi gośćmi – Chórem Szkoły Podstawowej „Canzonetta”, Zespołem Regionalnym „Strumień” oraz Orkiestrą Rozrywkową Stowarzyszenia Muzyczno-Kulturalnego „Zofiówka” zaśpiewali na strumieńskim rynku.

– Tradycja śpiewacza naszego miasta trwa już tak długo, że praktycznie większość zgromadzonych na płycie rynku ludzi śpiewa, śpiewała, ma w rodzinie kogoś, kto śpiewa, albo jeszcze nie wie, że będzie śpiewać – mówią chórzyści, zapewniając, że to nie jedyne wydarzenie w ramach obchodów roku jubileuszowego.

Reklama

W roku jubileuszowym „Lutnia” już osiągnęła sukcesy, zdobywając chociażby Złotą Strunę oraz I miejsce w kategorii Chórów Dorosłych na niedawnym XX Jubileuszowym Ogólnopolskim Konkursu Chórów „O złotą strunę” w Niepołomicach. Na tym samym konkursie sukces odniósł również strumieński Chór Szkolny „Canzonetta”, zdobywając II miejsce w kategorii Chóry młodzieżowe i akademickie, zaś dyrygentkę „Canzonetty” Agnieszkę Gawron-Gaszczyk uhonorowano nagrodą specjalną prof. Wiesława Delimata – dyrektora Archidiecezjalnej Szkoły Muzycznej I i II st. im. ks. kard. Franciszka Macharskiego w Krakowie – dla najlepszego dyrygenta chóru szkolnego.

Tagi:
jubileusz chór

Reklama

Basilica Cantans – Kościół śpiewa

2019-01-23 11:50

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 4/2019, str. VI

Łączy ich pasja i miłość do muzyki chóralnej, nieustający apetyt na nowe wyzwania oraz prawdziwa przyjaźń. Bazyliszki – bo tak nazywają sami siebie członkowie Chóru Basilica Cantans – od 15 lat uświetniają wydarzenia wrocławskiego Kościoła. Bogaty repertuar pozwala im także na udział w świeckich uroczystościach

Anna Majowicz
Chór Basilica Cantans w czasie cotygodniowej próby Pod Czwórką

Chór Basilica Cantans powstał z początkiem 2004 r., z inicjatywy byłych członków Akademickiego Chóru Górniczego Politechniki Wrocławskiej, którzy po latach rozłąki spotkali się ponownie, aby uświetnić jubileuszową, 30. edycję Festiwalu Barbórkowego Chórów Studenckich. – Nie widzieliśmy się parę lat, a zaśpiewaliśmy tak, jak byśmy ćwiczyli regularnie. To spotkanie zaowocowało reaktywacją zespołu – już kilka tygodni później rozpoczęliśmy próby w sali biblioteki bazyliki mniejszej pw. św. Elżbiety Węgierskiej – mówi Mirosława Jura-Żegleń, dyrygent i kierownik artystyczny chóru. Ponieważ dyrygentka miała wówczas troje małych dzieci, nie podjęła się piastowania tej funkcji od samego początku. Pierwsze trzy lata czynił to Bogdan Tabisz – kantor i organista.

W latach 2008-14 chór działał przy parafii św. Antoniego. – Chociaż sala biblioteki kościoła garnizonowego była bardzo nastrojowa, to niestety, nie zawsze mogliśmy z niej korzystać – mówi Dorota Cieplińska, śpiewająca tenorem. Jak zaznacza, zapewne ćwiczyliby tam do dziś, gdyby nie propozycja proboszcza z wrocławskiej parafii św. Antoniego.

– O. Jarosław Zatoka usłyszał nas, gdy graliśmy koncert patriotyczny na Karłowicach. Zaprosił do siebie i bardzo wspierał. Po latach został przeniesiony do innej parafii, a razem z jego odejściem przenieśliśmy się i my – dodaje. Dzięki życzliwości ks. Zdzisława Madeja zespół mógł kontynuować działalność na rzecz parafii środowisk twórczych w kościele pw. św. Marcina. Obecnie chór rezyduje na Ostrowie Tumskim, deklarując swoją przynależność do archikatedry wrocławskiej, gdzie duchowym przewodnikiem zespołu jest jej proboszcz, ks. Paweł Cembrowicz.

Bogaty repertuar

Aktualnie zespół liczy ok. 35 ludzi wielu profesji, tworzą go m.in. lekarze, pielęgniarki, architekci, nauczyciele, przedszkolanki, a nawet siostra nazaretanka. Członkowie zespołu podkreślają zasługi ich charyzmatycznej dyrygentki. – Mirka uczyła mojego syna w szkole muzycznej. Kiedyś zaprosiłam ją do przedszkola, które prowadzę. Gdy usłyszała, jak podśpiewuję dzieciom, przez kolejne dwa miesiące dzwoniła do mnie z uporem, namawiając na członkostwo w chórze – wyznaje Dorota Cieplińska. Cztery miesiące później do chóru dołączyła Joanna Pawlak. – Pracuję obok kościoła garnizonowego. Pamiętam, że pewnej zimy wybrałam się tam na Mszę św. Chór uświetniał ją swym śpiewem. Ich muzyka tak mnie poruszyła, że po Eucharystii podeszłam do nich i zapytałam, czy mogę dołączyć – mówi Joanna, która śpiewa altem, a ponadto pełni obowiązki wiceprezesa chóru. Podobnie jak Asia, na Mszy św. (z tym, że już na Karłowicach) zespół usłyszała Maria Furman, która dzięki temu dziś jest sopranistką chóru. W chórze śpiewają także małżeństwa. Chór specjalizuje się w wykonywaniu muzyki sakralnej, ale repertuar zespołu stanowi szerokie spektrum różnych działów – od muzyki cerkiewnej, mszy i oratoriów, po utwory patriotyczne, kolędy, pieśni ludowe, świeckie czy muzykę z popularnych hitów filmowych.

– Kilka lat temu organizatorzy Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej zaproponowali naszej żeńskiej części wykonanie utworów po mandaryńsku. Zgodziłyśmy się i dałyśmy radę! – chwali śpiewające niewiasty Mirosława Jura-Żegleń.

Dobra atmosfera

Zespół tworzą zarówno chórzyści z wieloletnim stażem i doświadczeniem śpiewaczym, jak również studenci i parafianie, którzy sztuki tej uczą się od niedawna. Działalność w chórze pozwala twórczo spędzić wolny czas poprzez obcowanie ze sztuką muzyczną – i to jest bardzo ważne. Jednak dla chórzystów równie ważna jest miła atmosfera, która sprzyja zacieśnieniu kontaktów towarzyskich. Możliwość śpiewania jest oderwaniem się od szarej rzeczywistości.

Daj się złowić

– Potrafimy zaśpiewać Oratorium „Mesjasz”, a nie wydaje mi się, by inny amatorski chór się go podjął – mówi Krzysztof Bogdan, tenor. – Nasza publiczność może być pewna, że robimy to z pełnym zaangażowaniem i przekonaniem – dodaje.

Marzeniem chórzystów jest, by przekazać swoją wiedzę i umiejętności dalej. – Nowi chórzyści są dla nas na wagę złota. Wrocław to duże miasto, z wieloma kościołami. Promowane są chóry akademickie i szkolne. Takie chóry, jak nasz, mają trochę pod górkę. Mamy jednak nadzieję, że uda nam się w tym roku jakąś perełkę złowić – mówi Joanna Pawlak. – Mamy doświadczenie, które nie powinno się zmarnować – wtóruje Anna Mróz, sopranistka.

Obecnie próby chóru odbywają się w Metropolitalnym Studium Organistowskim we Wrocławiu przy ul. Katedralnej 4 – w poniedziałki i w czwartki w godzinach 18.45-21.00.

– Zapraszamy każdego, kto chciałby spróbować swoich sił w muzyce. Zapewniamy dobre warunki pracy, miłą atmosferę i udział w wielu programach, koncertach, festiwalach, przedsięwzięciach muzycznych i projektach artystycznych. Przyjdź, zaryzykuj. Daj się złowić! – zachęcają członkowie chóru.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ojciec dziecka z Zespołem Downa: życie z takim dzieckiem może być piękniejsze

2018-03-21 18:23

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Dziecko z zespołem Downa to nie tragedia i koniec świata, a przeciwnie, daje ogrom radości i miłości, a życie z takim dzieckiem może być piękniejsze – mówi w rozmowie z KAI Krzysztof Bilinski, ojciec 2,5-rocznego Stasia. Dziś przypada Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa.

Joni Hofmann/pl.fotolia.com

Publikujemy treść rozmowy:

Dawid Gospodarek (KAI): Jak przyjął Pan wiadomość o tym, że Pańskie dziecko ma zespół Downa?

Krzysztof Biliński: Dowiedzieliśmy się z żoną o tym, że dziecko będzie niepełnosprawne dopiero tuż po porodzie. W pierwszym momencie był na pewno szok i pewnego rodzaju strach, ponieważ do tej pory w ogóle nie wiedziałem, co to znaczy dziecko z zespołem Downa, jak może wyglądać wychowanie i przyszłość takiego dziecka.

– Otrzymaliście jakąś pomoc?

– Mogę powiedzieć, że na szczęście w szpitalu otrzymaliśmy dobrą pomoc od personelu medycznego, duże wsparcie od lekarzy i szereg konkretnych informacji, jak dalej postępować. Jednak był to zdecydowanie ciężki czas. W szpitalu ze względu na różne problemy dziecka spędziliśmy znacznie więcej czasu niż planowaliśmy. Pojawiła się wada serca i problemy z odpornością, z układem immunologicznym. Ten czas przedłużającego się pobytu w szpitalu był trudny. Szczególnie dla mojej żony, która była cały czas w szpitalu na tym oddziale. Dla niej atmosfera na porodówce, gdzie ciągle rodzą się zdrowe dzieci, a ona swojego dziecka nawet nie mogła za bardzo widzieć, bo cały czas było na oddziale neonatologii w inkubatorze, była raczej depresyjna. Wiadomo, jak to też wygląda w naszych szpitalach. Można się naprawdę nabawić depresji.

– A po tych dwóch tygodniach w szpitalu?

– Było już dużo łatwiej. Jak już byliśmy nakierowani, wiedzieliśmy, co nas czeka, zaczęliśmy z pełnym zapałem i energią szukać pomocy u wielu różnych specjalistów, których musieliśmy odwiedzić, oraz szukać dla dziecka rehabilitacji. Tu znów pojawił się problem, taka ściana niemal nie do przejścia. Dostać się do specjalisty – okazuje się to niemożliwe. Dostać się na rehabilitację – za dwa lata. Jedynym wyjściem jest załatwiać wszystko prywatnie.

– Czy jeśli prywatnie się załatwia takie rzeczy, są możliwości jakichś dofinansowań?

– Niestety nie, jedyną możliwością jest to założenie subkonta 1% i poszukiwanie osób, które zechciałyby nas wesprzeć tym swoim procentem od podatku. Jednak powiem szczerze, że mimo iż odzew mieliśmy ogromny, to pieniądze z 1% wystarczają na jakieś 3 miesiące w roku rehabilitacji naszego dziecka.

– Państwo nie pomaga?

– Ja nie oczekiwałbym żadnej pomocy od państwa, oczekiwałbym tylko tego, żeby państwo nie przeszkadzało. Wspomniałem, że problemem jest dostać się do lekarzy specjalistów, i to jest naprawdę mordęga. Trzeba prywatnie. Kardiolog to wydatek rzędu 300 zł, a my co miesiąc musimy być u kardiologa. Rehabilitacja – godzina to od 80 do 100 zł. Rehabilitacja w ramach NFZ to jedne zajęcia tygodniowo, a tych zajęć musi być codziennie kilka, żeby były dla dziecka rozwojowe, owocujące samodzielnym funkcjonowaniem. A do tego właśnie przecież dążymy, żeby dziecko mogło samodzielnie funkcjonować. I takie problemy są, że na rehabilitację się czeka 2 lata, a jak się już ją dostanie, to tylko raz w tygodniu.

– Z jakimi kosztami się to wiąże?

– W naszym przypadku jest to ok. 2-3 tys. zł miesięcznie na rehabilitację. My z żoną na szczęście mamy ten komfort, że oboje pracujemy i możemy sobie na to pozwolić. Ale z drugiej strony czujemy się źle, kiedy wiemy, że można dostać dofinansowanie np. z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a okazuje się, że ponieważ oboje pracujemy, dofinansowanie nam się nie należy. To jest frustrujące, że nie promuje się w naszym kraju pracowitości, tego, że ludzie chcą normalnie funkcjonować... Pomocy od państwa nigdy nie otrzymaliśmy, ani grosza. Ale powtórzę – nie oczekuję grosza, oczekuję tego, że będę mógł pójść np. do lekarza w ramach NFZ, za płacone na to podatki. Tymczasem nie mam takiej możliwości, poza podstawową opieką pediatryczną.

– Czy poza kwestiami medycznymi spotkali się Państwo z jakimiś problemami, np. w reakcjach społeczeństwa?

– Nie, odbiór społeczny, jeśli chodzi o moje środowisko, był bardzo pozytywny. Ludzie, wiadomo, czasem nie wiedzą, jak się zachować na wiadomość o tym, że dziecko urodziło się z zespołem Downa. Taką przykrą sytuację mieliśmy już na początku, w szpitalu, kiedy w czasie obchodu przyszedł znajomy kapłan. Mówiąc szczerze, byliśmy bardzo rozczarowani jego postawą, bo kompletnie nie wiedział, jak się zachować i w zasadzie uciekł z oddziału, nie udzielając żadnej pomocy, żadnego wsparcia. A był to dla nas okres bardzo depresyjny, kiedy tego wsparcia potrzebowaliśmy. Natomiast co do reakcji innych ludzi, mam pozytywne odczucia. Raczej chcą wesprzeć, dopytują jak mogą pomóc. Jednak wiem od rodziców starszych dzieci, że problem zaczyna się w szkole. Środowisko dzieci jest bardzo różne, czasem ma miejsce po prostu prześladowanie, dzieci są gnębione. Nad tym wszyscy musimy pracować, żeby dzieci lepiej odbierały inność.

– Czy szkoły integracyjne spełniają dobrze swoją rolę?

– Uważam, że szkoły integracyjne są bardzo dobrym pomysłem. Nasz Staś chodzi do przedszkola integracyjnego. To wszystko oczywiście pod warunkiem, że kadra pedagogiczna potrafi odpowiednio dzieci przygotować. Wiem, że zdarzają się w różnych miejscach w Polsce – nieliczne oczywiście – przykłady, że nauczyciele o takich dzieciach potrafią wypowiadać się z pogardą, więc tym bardziej inni uczniowie. Doświadczamy tego, że kontakt ze zdrowymi dziećmi jest bardzo istotny dla dzieci z zespołem Downa. One dzięki temu mogą się znacznie szybciej rozwijać niż będąc tylko we własnym, zamkniętym środowisku. My widzimy u naszego dziecka, że kiedy trafił do przedszkola i miał kontakt ze zdrowymi dziećmi, wykonał dostrzegalny skok rozwojowy.

– A jak dzieci w przedszkolu? One są przygotowane do kontaktu z rówieśnikami z zespołem Downa?

– Nasze przedszkole, do którego chodzi Staś, jest przedszkolem prywatnym. Są tam różne dzieci, też z różnymi schorzeniami, z autyzmem, zespołem Downa, dzieci zdrowe. Tam dzieci nie są po prostu w żaden sposób rozróżniane, wzajemnie się pozytywnie odbierają.

– Wspomniał Pan o przykrym doświadczeniu z kapelanem szpitalnym. Czy widzi Pan jakieś większe możliwości zaangażowania Kościoła w pomoc rodzinom z niepełnosprawnymi dziećmi?

– Wydaje mi się, że najbardziej potrzebna jest pomoc duchowa. Mam wielu przyjaciół kapłanów i wiem, że często się skarżą na braki w formacji. Brakuje przekazu, jak rozmawiać z takimi ludźmi. Kapłan jest osobą zaufania i często poszukuje się u niego wsparcia. Ja sam u księży takiego wsparcia szukałem i niestety wielu z nich nie wie, co powiedzieć, jak wesprzeć. Wydaje mi się, że zdecydowanie brakuje przygotowania księży.

– A przekaz Kościoła w kazaniach, oddziaływanie na społeczeństwo?

– Wydaje mi się, że pozytywny przekaz jest obecny, zauważam mocny głos i to mi się podoba.

– Jak ocenia Pan aktualne dyskusje wokół problemu aborcji?

– To co mi się nie podoba i co bardzo chciałbym zaznaczyć, a wiem, że wielu kapłanów, nawet hierarchów pod tym się podpisuje, to mianowicie to, że w Polsce w tej dyskusji o aborcji są wykorzystywane przez obydwie strony sporu głównie dzieci z zespołem Downa. Ja oczywiście jestem gorącym przeciwnikiem aborcji i jak najbardziej jednoznacznie opowiadam się za życiem, jednak to, co radykalnie mi się nie podoba, wręcz napawa mnie ohydą, to kiedy niektóre z organizacji pro life wykorzystują zdjęcia martwych płodów. To jest dla mnie paskudne i jak pan słyszy, jestem roztrzęsiony jak o tym mówię. To jest dla mnie skandaliczne i Kościół powinien się całkowicie odciąć od tego typu działań, bardzo bym tego oczekiwał. Naprawdę, te kampanie są dla mnie przykre. Przypomnę katolicką zasadę, że cel nie uświęca środków. Mnie jako rodzica dziecka z zespołem Downa, kiedy widzę martwe dziecko z zespołem Downa, bardzo to boli i jest okropne.

– Jak już po tych ponad dwóch latach ze Stasiem widzi Pan siebie? Czy bycie ojcem dziecka z zespołem Downa zmienia?

– Z pewnością rodzi się inna skala problemów. Człowiek przestaje się martwić pewnymi drobnostkami, które mu zaprzątały głowę do tej pory. Stałem się przed wszystkim człowiekiem bardziej empatycznym, lepiej rozumiem różne ludzkie problemy. Wydaje mi się, że do tej pory byłem bardziej obojętny, ale kiedy sam doświadczyłem w życiu tego, że musiałem się zaopiekować dzieckiem niepełnosprawnym, wzrósł we mnie poziom empatii, zmalał egoizmu. To otwiera na innych ludzi i ludzkie problemy.

– Co by powiedział Pan rodzicom, którzy dowiedzieli się, że spodziewają się dziecka z zespołem Downa, mają dużo lęku...

– Przede wszystkim bym zachęcał, żeby się mimo wszystko nie bali. Paradoksalnie trochę się cieszę, że mieliśmy taki komfort, iż nie wiedzieliśmy, że Stasiu będzie dzieckiem z zespołem Downa. Mam wrażenie, że rodzicom w ciąży się nie pomaga. Jedyny przekaz, z jakim się spotykają, to aborcja. On płynie zewsząd. Rozmawialiśmy o roli Kościoła – można dodać, że poradnie rodzinne przy parafiach mogłyby prowadzić też dla takich osób punkty z pomocą np. psychologa. Bo strach towarzyszący takiemu problemowi rodzi często nie do końca racjonalne decyzje. Takim rodzicom radziłbym poszukania pomocy, porozmawiania z kimś, kto ma dziecko z zespołem Downa, spotkania się z taką rodziną. To pozwoli się przekonać, że to nie tragedia i koniec świata, a przeciwnie – że takie dziecko daje ogrom radości i miłości, a życie z takim dzieckiem może być piękniejsze.

***

Krzysztof Biliński, ojciec 2.5 rocznego Stasia z Zespołem Downa. Tych, którzy chcą lepiej poznać życie dziecka z ZD zapraszamy na facebookowy profil Stasiowy Świat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Jarecki: polityka ma być działaniem dla dobra wspólnego

2019-03-21 15:02

bp. Piotr Jarecki / Warszawa (KAI)

Jak budować wspólnotę i przezwyciężać wyniszczające społeczeństwo konflikty? Na czym polega chrześcijańska koncepcja polityki? Jaki powinien być cel sprawowanej władzy? Jakie wskazania dla polityków znaleźć można w nauczaniu Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka – na te pytania odpowiada bp Piotr Jarecki w przesłanym KAI artykule „Polityka w służbie dobra wspólnego”.

ARTUR STELMASIAK

Publikujemy treść artykułu:

Polityka w służbie dobra wspólnego

Tak uczy Kościół

I. Społeczna misja Kościoła

Każda osoba ludzka, obdarzona niezbywalną godnością i społeczną naturą, powołana jest do nawiązywania autentycznych relacji z innymi ludźmi, budowania wspólnoty, odpowiedzialności za nią i życia nią, by w atmosferze wzajemnej życzliwości, solidarności i współpracy, wzajemnego ubogacania się tworzyć społeczność ludzką na miarę człowieka, istoty rozumnej i wolnej, w której to społeczności każdy człowiek będzie mógł integralnie się rozwijać w ramach wspólnego dobra. Kościół powołany do tego, aby być „w Chrystusie jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK, n. 1). Jakie owoce przynosi w naszym społeczeństwie tak rozumiana misja Kościoła?

W naszej Ojczyźnie obserwujemy niestety narastające podziały, wzajemną wrogość, wyniszczające konflikty, brak woli budowania wspólnoty – mimo różnic – które są przecież nieodłącznymi elementami każdej rzeczywistości społecznej. Te wyniszczające konflikty źle świadczą o naszej kulturze – indywidualnej i zbiorowej. Jest to szczególnie bolesne w czasie, kiedy obchodziliśmy stulecie odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę. Czy naród i społeczność wewnętrznie skłócona, nie potrafiąca budować jedności wśród wielości może zasługiwać na miano niepodległej? Czy ciągle wzrastająca i podsycana wrogość, a nawet nienawiść, nie zniewalają człowieka i narodu? Czy nie czynią z narodu bezkształtnego tłumu, masy społecznej, która może być łatwo manipulowana przez różnego rodzaju ideologie, przedstawicieli partykularnych interesów, a nawet środowiska wrogie naszej Ojczyźnie? Rozdźwięk między pięknymi słowami wypowiadanymi podczas uroczystych celebracji a czynami będącymi zaprzeczeniem tych słów świadczy o głębokim kryzysie moralnym i swego rodzaju kulturowej schizofrenii.

To smutne zjawisko dotyczy także członków Kościoła Chrystusowego. Sytuacja, w której się znajdujemy, stanowi więc wyzwanie dla Kościoła, który poprzez nauczanie, uświęcanie i caritas chrześcijańską, ma przyczyniać się do budowania autentycznej wspólnoty sióstr i braci, wzajemnie na siebie otwartych, wzajemnie sobie pomagających, wzajemnie się ubogacających i wspólnie – bez wykluczania nikogo – budujących dobro wspólne naszej Ojczyzny. Jest to dobro całego człowieka, każdego człowieka i wszystkich ludzi.

Zaangażowanie w sprawy społeczne Kościół traktuje jako konstytutywną cechę swojej ewangelizacyjnej misji. Kościół zajmuje się tymi kwestiami nie po to, aby zdobyć dla siebie jakieś przywileje. Nie po to także, by opowiedzieć się za jedną lub drugą stroną konfliktu politycznego. Kościół czyni to dlatego, gdyż traktuje ewangelizację jako uobecnianie Królestwa Bożego w świecie. Głosi też, że zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości społecznej jest istotną częścią dzieła ewangelizacji oraz jest przekonany, że nie ma prawdziwego rozwiązania kwestii społecznej poza Ewangelią (por. CA, n. 5).

Przywołajmy w tym kontekście słowa papieża Franciszka: „Pasterze, korzystając ze zdobyczy różnych nauk, mają prawo wydawać opinię na temat wszystkiego, co dotyczy życia osób, ponieważ zadanie ewangelizacji pociąga za sobą i wymaga integralnej promocji każdego człowieka. Nie można już dłużej twierdzić, że religia powinna się ograniczać do sfery prywatnej i że istnieje tylko po to, by przygotować dusze do nieba. Wiemy, że Bóg pragnie szczęścia swoich dzieci także na tej ziemi, chociaż powołane są do wiecznej pełni, ponieważ stworzył On wszystko do użytkowania (1 Tym 6,17), aby wszyscy mogli z tego korzystać. Wynika stąd, że nawrócenie chrześcijańskie wymaga, abyśmy rozważyli ponownie w pierwszym rzędzie to, co dotyczy ładu społecznego i realizacji dobra wspólnego” (EG, n. 182).

Wiele jest przyczyn konfliktów i deficytu ładu społecznego w naszej Ojczyźnie. Niewątpliwie powinniśmy pracować nad podnoszeniem kultury relacji międzyosobowych i pracować nad spoistością społeczeństwa, nad kapitałem ludzkim i kapitałem społecznym. Ta praca formacyjna powinna być prowadzona w wielu środowiskach poczynając od rodziny, przez szkołę, na różnych jej poziomach, zrzeszenia społeczne, parafie, instytucje kultury, środki społecznego przekazu, media społecznościowe. W ostatnim czasie jednym ze źródeł konfliktów, jakby ich ogniskiem, jest życie publiczne naszej Ojczyzny: władza polityczna, demokratyczne państwo, podział władz państwowych. Powodem owych konfliktów są przeprowadzane zmiany systemowe, które – zdaniem wielu – ze względu na stawiane cele, a przede wszystkim stosowane metody, sprzeciwiają się demokratycznemu państwu prawa i podmiotowości społeczeństwa. Dlatego trzeba przypominać naukę Kościoła dotyczącą tych kwestii.

II. Istota polityki

Bardzo ważnym zadaniem w życiu obywatelskim i społeczno-politycznym jest przywrócenie polityce właściwego, naturalnego znaczenia. Obserwacja życia politycznego w naszym kraju skłania bowiem niejednokrotnie do stwierdzenia, że praktyczna realizacja polityki daleko odbiega od jej ideału, a nawet zaprzecza jej naturze. W najszerszym tego słowa znaczeniu polityka jest sztuką takiego urządzenia rzeczywistości społecznej, aby każdy człowiek mógł jak najpełniej i jak najszybciej się rozwijać, respektując prawa i obowiązki innych osób. Każdy człowiek, jako istota rozumna i wolna, a w związku z tym odpowiedzialna, ma prawo i obowiązek uczestniczyć w tym zadaniu. Ale są wśród nas tacy obywatele, którzy angażują się w tę dziedzinę „ex professo”, profesjonalnie. Chodzi o osoby uczestniczące aktywnie w samorządach, w partiach politycznych, w różnych instytucjach państwa. To oni właśnie, w szczególny sposób, powinni kierować się w swojej pracy właściwą koncepcją polityki. Sfera ta należy do kompetencji ludzi świeckich.

Kościół wysoko ceni tę dziedzinę aktywności społecznej człowieka. Nauka społeczna Kościoła nazywa politykę jedną z najwyższych form miłości bliźniego. Papież Pius XI, w przemówieniu do katolickich środowisk uniwersyteckich, użył określenia „miłość polityczna” i stwierdził, że polityka jest najszerszą przestrzenią miłości ustępującą tylko rzeczywistości religijnej. Paweł VI nauczał, że „polityka jest wymagającym sposobem – chociaż nie jedynym – zaangażowania chrześcijańskiego w służbie innym” (OA, n. 46). Naukę tę potwierdza także Benedykt XVI: „Obok dobra jednostek istnieje dobro związane z życiem społecznym osób: dobro wspólne. Jest to dobro „nas wszystkich”, czyli poszczególnych osób, rodzin oraz grup pośrednich tworzących wspólnotę społeczną… Tym bardziej skutecznie kochamy bliźniego, im bardziej angażujemy się na rzecz dobra wspólnego, odpowiadającego również jego rzeczywistym potrzebom. Każdy chrześcijanin wezwany jest do tej miłości zgodnie ze swoim powołaniem i swoimi możliwościami oddziaływania w polis. Taka jest droga instytucjonalna – możemy także powiedzieć polityczna – miłości, nie mniej ważna i wyrazista niż miłość urzeczywistniająca się w bezpośrednim kontakcie z bliźnim, bez instytucjonalnych mediacji w polis… Gdy działalność człowieka na ziemi jest inspirowana i wspierana przez miłość, przyczynia się do budowania powszechnego miasta Bożego, do którego dążą dzieje rodziny ludzkiej” (CiV, n. 7).

Taką koncepcję polityki i taki jej styl powinni przyjąć w swej działalności politycznej ludzie wierzący – katolicy, ale także wszyscy ludzie dobrej woli pragnący przez swe zaangażowanie polityczne budować dobro wspólne naszej Ojczyzny. II Sobór Watykański naucza: „Ci, którzy pragną wykonywać zawód polityka i posiadają odpowiednie uzdolnienia, niech przygotowują się do uprawiania tej sztuki zarazem trudnej i bardzo szlachetnej i starają się ją wykonywać, nie pamiętając o dobru własnym i korzyściach materialnych. Moralnie nienaganni i mądrzy zarazem niech występują przeciwko niesprawiedliwości, uciskowi, przemocy i nietolerancji, czy to jednego człowieka, czy partii politycznych; z uczciwością, sprawiedliwością, a także miłością i polityczną odwagą niech poświęcają się dobru wspólnemu” (KDK, n. 75).

III. Natura i cel władzy

Kwestią, która wymaga poważnego namysłu, przeprowadzenia rachunku sumienia i wprowadzenia niezbędnych korekt jest temat rozumienia i stylu sprawowania władzy państwowej w społeczeństwie. Konieczność istnienia władzy jest konsekwencją społecznej natury człowieka. Społeczność ludzka nie może być uporządkowana i owocna, jeśli nie ma w niej władzy, która zapewnia porządek i przyczynia się do budowania dobra wspólnego. Władza jednak nie może przekształcić się w siłę niekontrolowaną. Powinna odznaczać się zdolnością rządzenia zgodnie ze wskazaniami prawego rozumu i czerpać moc obowiązywania z porządku moralnego.

Zgodnie z nauczaniem społecznym Kościoła główną racją prawowierności władzy publicznej jest jej zaangażowanie na rzecz wspólnego dobra. Stąd nawet demokratyczny jej wybór nie jest wystarczającym kryterium jej prawomocności. Dobro wspólne polega na poszanowaniu praw i obowiązków ludzkiej osoby. Dlatego głównym zadaniem sprawujących władzę w państwie jest uznanie, poszanowanie, ochrona i promocja tych praw oraz ułatwianie wypełniania odpowiadających tym prawom obowiązków. Podstawą legitymacji władzy nie jest jedynie wynik wyborów, ale także przestrzeganie praw człowieka. Historia uczy, że istnieje niestety możliwość przekształcenia się władzy zdobytej w drodze demokratycznych wyborów w dyktaturę, nie respektującą przyrodzonych i niezbywalnych praw osoby ludzkiej, które są niepodważalnym suwerenem. „Do wartości podstawowych i koniecznych należy z pewnością godność każdej ludzkiej osoby, poszanowanie jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw, a także uznanie „dobra wspólnego” za cel i kryterium rządzące życiem politycznym” (EV, n. 70).

II Sobór Watykański naucza: „Wspólnota polityczna istnieje zatem ze względu na dobro wspólne, w którym uzyskuje pełne usprawiedliwienie i znaczenie, i z którego czerpie pierwotne, właściwe sobie prawo. Dobro wspólne obejmuje zaś sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym ludzie, rodziny i grupy społeczne mogą w pełniejszy i szybszy sposób osiągnąć swoją własną doskonałość. We wspólnocie politycznej jednakże jednoczy się wielu rozmaitych ludzi i słusznie mogą oni skłaniać się ku różnym poglądom. Aby zatem wspólnota polityczna nie ulegała rozerwaniu w wypadku, gdyby każdy szedł jedynie za własnym zdaniem, potrzebna jest władza, która kierowałaby siły wszystkich obywateli ku dobru wspólnemu, nie w sposób mechaniczny ani autorytarny, lecz przede wszystkim jako siła moralna, która opiera się na wolności i świadomości wagi podjętego zadania… Władza polityczna, czy to we wspólnocie jako takiej, czy też w reprezentujących państwo instytucjach, powinna być sprawowana zawsze w granicach porządku moralnego dla osiągania dobra wspólnego, i to rozumianego dynamicznie, w zgodzie z porządkiem prawnym legalnie już ustanowionym lub takim, który dopiero powinien być ustanowiony” (KDK, n. 74).

Z punktu widzenia nauki społecznej Kościoła bezsporne jest, że władzę trzeba podporządkować prawu, po to, by była ona mądrze sprawowana. Nie powinno obowiązywać prawo silniejszego, ale siła prawa. Władza kontrolowana i kierowana przez prawo chroni przed przekształceniem się w przemoc, która jest władzą bez prawa czy przeciw prawu.

IV. Demokracja integralna

Po trudnych latach zniewolenia komunistycznego budujemy – od z górą trzydziestu lat – demokratyczną rzeczywistość naszej Ojczyzny. Dzięki pomocy Boga i zaangażowaniu szlachetnych ludzi, kierujących się dobrem Rzeczypospolitej, osiągnęliśmy wiele. Jednak – tak jak w każdej rzeczywistości społeczno-politycznej – nie uniknęliśmy błędów. Pozostają problemy do rozwiązania i pojawiają się nowe wyzwania. Wszystkim zaangażowanym w budowanie dojrzałej demokracji w naszej Ojczyźnie należą się słowa wdzięczności. Kościół bowiem – jak naucza Jan Paweł II – „docenia demokrację jako system, który zapewnia udział obywateli w decyzjach politycznych i rządzonym gwarantuje możliwość wyboru oraz kontrolowania własnych rządów, a także – kiedy należy to uczynić – zastępowania ich w sposób pokojowy innymi. Nie może zaś demokracja sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych, które dla własnych partykularnych korzyści albo dla celów ideologicznych przywłaszczają sobie władzę w Państwie. Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej” (CA, n. 46).

Nauka społeczna Kościoła podkreśla, że autentyczna demokracja powinna być systemem, który zapewnia jak najliczniejsze uczestnictwo obywateli w życiu publicznym (por. Kompendium NSK, n. 191). „Żadna grupa społeczna, na przykład partia, nie ma prawa uzurpować sobie roli jedynego przewodnika, niesie to bowiem ze sobą, podobnie jak w przypadku każdego totalizmu, niszczenie prawdziwej podmiotowości społeczeństwa oraz ludzi – obywateli. Człowiek i naród staje się w tego rodzaju systemie przedmiotem, pomimo wszystkich deklaracji i werbalnych zapewnień” (SRS, n. 15). Osobista zemsta i żądza odwetu powinny być obce demokracji, a jeśli ze względu na ludzką słabość do nich dochodzi, powinny być jak najszybciej zastąpione rządami prawa (por. CA, n. 52). W dojrzałej demokracji prawo nie może być narzędziem szykanowania przez władzę niemiłych jej obywateli. Władze publiczne nie mogą ignorować naruszania prawa przez tych, z którymi sympatyzują, albo których chcą wykorzystać dla własnych celów politycznych. Obywatelom występującym w obronie Konstytucji należy się szacunek władz i innych obywateli.

W demokratycznym państwie istnieje problem właściwego ułożenia relacji między większością a mniejszością. Tak to ujmuje Kompendium nauki społecznej Kościoła, która zawiera wartości, zasady oraz normy postępowania w życiu publicznym obowiązujące wszystkich ludzi wierzących – katolików, ale stanowiące także ważne wskazanie mądrościowe dla wszystkich ludzi dobrej woli: „Aby zapewnić realizację dobra wspólnego, rząd każdego kraju ma szczególny obowiązek sprawiedliwego harmonizowania różnych partykularnych interesów. Uczciwe pogodzenie partykularnych dóbr grup i jednostek jest jednym z najdelikatniejszych zadań władzy publicznej. Poza tym nie można zapominać, że w demokratycznym państwie prawa, w którym decyzje zazwyczaj podejmuje większość reprezentantów woli społeczeństwa, osoby odpowiedzialne za sprawowanie rządów są zobowiązane do interpretowania dobra wspólnego ich kraju nie tylko zgodnie z poglądami większości, ale w perspektywie rzeczywistego dobra wszystkich członków obywatelskiej wspólnoty, włącznie z tymi, którzy stanowią mniejszość” (n. 169).

Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Jest dobrem zarówno większości, jak i mniejszości. Powinniśmy wykluczyć pozbawienie mniejszości – a więc opozycji – udziału w definiowaniu dobra wspólnego i interesu publicznego. Mniejszość zaś powinna konstruktywnie współpracować z większością i wystrzegać się postawy negowania wszystkiego a priori. Dobro wspólne powinno być określane i wypracowywane zarówno przez większość, jak i przez mniejszość w konstruktywnym i efektywnym dialogu i współpracy. Stosowanie powyższej zasady wpłynie na podniesienie jakości władzy ustawodawczej. Prawo ma swoją podstawę w dialogu społecznym, a nie wyłącznie w przewadze jednych nad drugimi. Ustawy uchwalane ze względu na doraźne potrzeby polityczne i aktualne emocje, w chaosie i pośpiechu, ustawy często zmieniane, są przykładem prawodawstwa zaprzeczającego uznanym zasadom przyzwoitej legislacji. Prawo trzeba budować na fundamencie wartości, a nie na lotnych piaskach zmiennych ideologii czy interesów. Wykładnia prawa, a zwłaszcza Konstytucji, powinna mieć za podstawę wierność wartościom konstytucyjnym, a nie interesom politycznym.

Jan Paweł II tak naucza: „W rzeczywistości demokracji nie można przeceniać, czyniąc z niej namiastkę moralności lub „cudowny środek” na niemoralność. Jest ona zasadniczo „porządkiem” i jako taka środkiem do celu, a nie celem. Charakter „moralny” demokracji nie ujawnia się samoczynnie, ale zależy od jej zgodności z prawem moralnym, któremu musi być podporządkowana podobnie jak każda inna działalność ludzka: zależy zatem od moralności celów, do których zmierza, i środków, jakimi się posługuje. Jeśli wartość demokracji jest dziś prawie powszechnie uznawana, to należy w tym widzieć pozytywny „znak czasów”, co również stwierdził wielokrotnie Urząd Nauczycielski Kościoła. Ale wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z wartościami, które ona wyraża i popiera” (EV, n. 70).

V. Trójpodział władzy gwarantem właściwego funkcjonowania państwa

Tematem, który porusza wiele umysłów i serc w naszej Ojczyźnie i jest przyczyną konfliktów przybierających niepokojący i niebezpieczny dla całości życia społecznego kształt jest sposób urządzenia władzy państwowej oraz właściwe jej sprawowanie w demokratycznym społeczeństwie. Jedną z przyczyn tego zjawiska są zmiany dokonywane w systemie prawnym naszego Państwa. Przywołując Wielką Kartę nauki społecznej Kościoła – encyklikę „Rerum novarum” – Jan Paweł II tak naucza: „Leon XIII wiedział, że do zapewnienia normalnego rozwoju ludzkich działań, zarówno duchowych, jak i materialnych, jedne i drugie bowiem są niezbędne, konieczna jest zdrowa teoria Państwa. Dlatego w jednym z punktów encykliki Rerum novarum przedstawia on organizację społeczeństwa opartą na trzech władzach – prawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – co w tamtych czasach było nowością w nauczaniu Kościoła. Ten porządek odzwierciedla realistyczną wizję społecznej natury człowieka, która wymaga odpowiedniego prawodawstwa dla ochrony wolności wszystkich. Dlatego jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada „Państwa praworządnego”, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi” (CA, n. 44).

Takiej koncepcji przeciwstawiają się wszelkiego rodzaju totalitaryzmy, utrzymujące, że tylko jedna grupa ludzi posiada całą prawdę i stąd ma prawo do jej wprowadzania w życie społeczne, a nawet do jej narzucania. Takiej koncepcji Kościół się sprzeciwia, ponieważ stoi ona w sprzeczności z godnością człowieka oraz z podmiotowością społeczeństwa. Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym. Przyczynia się wtedy do promocji poszczególnych osób jak i do podmiotowości społeczeństwa „przez tworzenie struktur uczestnictwa oraz współodpowiedzialności” (CA, n. 46). Zasada podziału władz zakłada, że system organów państwowych powinien zawierać wewnętrzne mechanizmy zapobiegające koncentracji i nadużyciom władzy, gwarantujące jej sprawowanie zgodnie z wolą narodu i przy poszanowaniu wolności i praw jednostki.

Kościół naucza, że formy relacji między trzema władzami w dojrzałej demokracji nie są i nie powinny być ustalone raz na zawsze. Jest to tym bardziej oczywiste dzisiaj, w coraz bardziej dynamicznej, szybko zmieniającej się rzeczywistości społecznej. Dlatego zmiany w celu usprawnienia działania poszczególnych organów państwa w ramach ich kompetencji są możliwe, a nawet pożądane czy konieczne. Warunkiem dopuszczalności owych zmian jest to, że nie powinny one nigdy doprowadzić do hegemonii jednej władzy nad drugą, gdyż prowadziłoby to do degeneracji demokracji, a w konsekwencji do powolnego jej niszczenia z ciężkim uszczerbkiem dla pokojowego współżycia społecznego i integralnego rozwoju. Prowadziłoby to także do zafałszowania roli demokratycznego państwa w podmiotowym społeczeństwie.

Jan XXIII tak naucza w encyklice „Pacem in terris”: „Uważamy za zgodną z naturą ludzką taką organizację prawno-polityczną wspólnoty ludzkiej, która jest oparta na właściwym podziale władz, odpowiadającym trzem specyficznym funkcjom władzy publicznej. Kompetencje i działanie władz publicznych są zdefiniowane w terminach prawnych… Stanowi to gwarancję dla obywateli w respektowaniu ich praw i wypełnianiu obowiązków” (PT, n. 68). Papież stwierdza także, że każda z trzech władz powinna wypełniać swoje zadania zgodnie ze swymi kompetencjami. Władza ustawodawcza powinna stosować się do porządku moralnego i norm konstytucji. Władza wykonawcza powinna dobrze znać prawa, z mądrością je stosować po dokładnym zbadaniu wszystkich okoliczności. Władza sądownicza powinna kierować się prawością, bez ulegania naciskom żadnej ze stron, zapewniając opiekę dla praw obywateli i ciał pośrednich oraz ochronę prawną w wypełnianiu ich obowiązków (por. PT, n. 69).

Wiele kontrowersji, a także wzburzenie i krytykę, powodują zmiany dotyczące niezależności sądownictwa. Ustrojowy sens władzy sądowniczej polega na tym, że jest ona strażnikiem godności człowieka, strażnikiem wartości uniwersalnych, ponadczasowych. W sytuacji nierespektowania tych wartości przez większość parlamentarną władza sądownicza ma możliwość dokonania korekty ze względu na wartości, które kultura praw człowieka uznaje za niezależne od jakiejkolwiek władzy. Zgodnie z nauczeniem społecznym Kościoła znawcy konstytucjonalizmu stwierdzają, że bez zasady niezawisłości sędziowskiej nie można mówić o istnieniu demokratycznego państwa prawnego. Prezentowany jest pogląd, że podporządkowanie sądownictwa powszechnego kontroli większości parlamentarnej wykraczającej poza zakres podległości sędziów konstytucji i ustawom byłoby równoznaczne z ograniczeniem zdolności suwerena do sprawowania zwierzchnictwa niezależnie od partii politycznych, które odniosły zwycięstwo wyborcze. W świetle stanowiska doktryny prawa konstytucyjnego w konsekwencji nastąpiłoby zatarcie granic oddzielających sprawujące władzę publiczną partie polityczne od państwa, a zamiast dobra wspólnego celem aktywności politycznej stawałoby się w coraz większym stopniu zdobycie władzy przez rywalizujące ugrupowania. Niezależność władzy sądowniczej od polityków ma istotne znaczenie dla zapobieżenia przekształcaniu demokracji konstytucyjnej w swego rodzaju zwierzchnictwo większości, prowadzące do faktycznego przekształcenia suwerenności narodu w dyktaturę wyborczą.

Jan Paweł II w swoim przemówieniu do przedstawicieli Narodowego Kongresu Prawników Włoskich tak nauczał: „Konstytucje państw współczesnych definiując relacje jakie istnieją między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, gwarantują tej ostatniej konieczną niezależność w ramach prawa. Ale ta niezależność jest wartością, której ma odpowiadać żywe poczucie prawości w sferze poszukiwania prawdy, pogodny obiektywizm sądzenia. Niezależność sądów nigdy nie powinna być praktykowana bez respektowania wartości zakorzenionych w naturze osoby ludzkiej, której niezbywalna godność i transcendentne powołanie powinny być zawsze respektowane” (31 marzec 2000 r.).

Jako Polacy jesteśmy dziedzicami ponad pięćsetletniej tradycji państwa prawa w Rzeczpospolitej. Jest to wielkie a zarazem zobowiązujące dla nas wszystkich dziedzictwo dziejowe. Za to szlachetne dziedzictwo jesteśmy wszyscy w najwyższym stopniu odpowiedzialni. Najwyżsi przedstawiciele władzy naszej Ojczyzny dnia 25 stycznia 2007 r., zapisali w Pro Memoria następujące słowa: „Świadomi, że dobre prawo i dobre obyczaje – obowiązujące tym mocniej im wyższy urząd i godność przyszło komu sprawować – są konieczne dla prawidłowego rozwoju Narodu, Państwa, wspólnot samorządowych i żyjących w nich obywateli, z satysfakcją potwierdzamy nasze głębokie przywiązanie do tradycji oraz zasad demokratycznego państwa prawa, a także determinację w ich kultywowaniu, mając na względzie ogromne znaczenie tych zasad dla Polski i innych państw Unii Europejskiej”. Słowa te stanowią drogowskaz w kształtowaniu dobra wspólnego Rzeczypospolitej.

VI. Mądrościowy wymiar polityki

Współczesna cywilizacja charakteryzuje się coraz większą ilością informacji i wiedzy, czemu nie zawsze towarzyszy większa mądrość. Dotyczy to wielu dziedzin życia, w tym także polityki. Kościół katolicki mający wielkie doświadczenie w sprawach ludzkich (por. PP, n. 13), poprzez swoją misję ewangelizacyjną, pragnie przyczynić się także do ubogacenia polityki wymiarem mądrościowym poprzez upowszechnianie nauki społecznej. Zwrócił na to uwagę papież Benedykt XVI w encyklice „Caritas in veritate”. „Nauka społeczna Kościoła, posiadająca ważny wymiar interdyscyplinarny,... może odegrać niezwykle skuteczną rolę. Pozwala ona wierze, teologii, metafizyce i dyscyplinom naukowym znaleźć swoje miejsce w ramach współpracy w służbie człowieka. Zwłaszcza w tym zakresie nauka społeczna Kościoła wciela w życie swój wymiar mądrości… Pośród przyczyn niedorozwoju jest brak mądrości, refleksji i myśli zdolnej dokonać syntezy wskazującej kierunek… (CiV, n. 31). Pierwszym więc zadaniem polityka, szczególnie polityka chrześcijanina – katolika, ale także każdego polityka dobrej woli, jest zapoznanie się z nauczaniem społecznym Kościoła i kierowanie się nim w swym zaangażowaniu politycznym. Będzie to równoznaczne z nadaniem polityce wymiaru mądrościowego. Każdy katolik obecny w życiu publicznym powinien zapoznać się z nauczaniem społecznym Kościoła. Nie powinien czekać tylko na głos biskupów i narzekać, że nie zajmują stanowiska w sprawach społecznych. Obowiązuje to szczególnie katolika aktywnego w życiu politycznym. Polityka uprawiana w stylu chrześcijańskim stanie się wtedy dla niego drogą do świętości. Świecką, polityczną drogą realizacji podstawowego życiowego powołania.

Na wymiar mądrościowy w polityce ponownie zwrócił uwagę papież Benedykt XVI w swym wystąpieniu do Bundestagu, dnia 22 września 2011 r.. Podejmując temat fundamentów państwa prawnego, papież zacytował fragment I Księgi Królewskiej, opisujący prośbę króla Salomona skierowaną do Boga (por. 1 Krl 3,9). Młody władca nie prosił o długie życie, ani o bogactwa czy zgubę nieprzyjaciół. Prosił o serce rozumne do wprowadzania sprawiedliwości, sądzenia ludu i rozróżniania dobra od zła. Bóg pochwalił Salomona za ten wybór, obdarzył go mądrością i innymi dobrami. Przez ten opis Biblia naucza, co powinno być istotne i ważne dla każdego polityka. Ostatecznym kryterium i motywacją pracy polityka nie powinien być sukces czy tym bardziej korzyści materialne. Aktywność polityczna powinna być natomiast zaangażowaniem na rzecz sprawiedliwości i tworzeniem warunków pokojowego współżycia obywateli.

Sukces w polityce także jest potrzebny. Jest rzeczą naturalną, że każdy polityk poszukuje sukcesu. Bez niego bowiem niemożliwe jest owocne prowadzenie polityki. Jednak sukces powinien być podporządkowany kryterium sprawiedliwości i prawa. Sukces polityczny może się przerodzić, niestety, w siłę uwodzicielską. Może prowadzić do fałszowania i przekraczania prawa oraz do niszczenia sprawiedliwości. W tym kontekście papież zacytował św. Augustyna: „Kiedy usuniesz prawo, co odróżnia Państwo od zgrai złoczyńców?”. Benedykt XVI kontynuował: „My Niemcy wiemy z doświadczenia, że słowa te nie są pustym straszeniem. Doświadczyliśmy odseparowania władzy od prawa, postawienia się władzy przeciw prawu, deptania prawa przez władzę. Państwo stało się narzędziem niszczenia prawa, stało się dobrze zorganizowaną zgrają złoczyńców, która zagroziła całemu światu i popchnęła go na krawędź przepaści. Służba prawu i zwalczanie niesprawiedliwości jest i pozostanie podstawowym zadaniem polityka”.

Słowa te stanowią jednocześnie przestrogę i naukę wskazującą na znaczenie kształtowania także w naszej Ojczyźnie wymiaru mądrościowego polityki, bez którego niemożliwe jest harmonijne budowanie wspólnego dobra w ustroju dojrzałej demokracji.

VII. Dobro wspólne. Dialektyka jedności w wielości

Mądrościowy wymiar polityki ubogacił ostatnio papież Franciszek. W swym programowym dokumencie, adhortacji apostolskiej „Ewangelii gaudium”, papież przedstawił cztery zasady „w istotny sposób kierujące rozwojem współżycia społecznego i budowaniem ludu, w którym różnice tworzą harmonijną całość w obrębie wspólnego projektu”(EG, n. 221). Nie trudno zauważyć, że stosowanie tych zasad jest szczególnie aktualne i wskazane w naszej Ojczyźnie.

Pierwsza zasada: „czas jest ważniejszy niż przestrzeń”. Stosowanie tej zasady pozwala pracować w długiej perspektywie, bez obsesji uzyskiwania natychmiastowych rezultatów. Chodzi więc nie tyle o uzyskanie pełnego rezultatu od razu, ile o rozpoczęcie długofalowego procesu. Franciszek stwierdza: „Jeden z grzechów, z jakim się czasem spotykamy w działalności społeczno-politycznej, polega na uprzywilejowaniu przestrzeni władzy kosztem czasu procesów. Przyznanie prymatu przestrzeni prowadzi do szaleństwa, by wszystko rozwiązać natychmiast, by spróbować zagarnąć wszystkie przestrzenie władzy i autoafirmacji. Oznacza to usztywnienie procesów i usiłowanie ich zatrzymania. Przyznanie prymatu czasowi oznacza zajęcie się bardziej rozpoczęciem procesów niż posiadaniem przestrzeni” (n. 223). Prawda tych słów jest aż nadto oczywista w obecnej rzeczywistości społeczno-politycznej naszego kraju. Wykluczają one przecież pośpieszne stanowienie prawa i polityczne działania „ad hoc”.

Druga zasada: „jedność jest ważniejsza niż konflikt”. Na temat skonfliktowanego społeczeństwa polskiego wiele już napisano. Jest to nasz narodowy problem. Polska uważana jest za jedną z najbardziej spolaryzowanych społeczności we współczesnej Europie. Stąd praca nad jednością jest dla nas niezwykle ważnym zadaniem. Niebezpiecznym zjawiskiem w naszej Ojczyźnie jest rozdźwięk między deklaracjami na temat wspólnoty i jedności a podziałami czy nawet wrogością przeżywaną w codziennym życiu, także – a może przede wszystkim – w życiu publicznym. Jest to więc z jednej strony sytuacja słownego tuszowania konfliktu, a z drugiej praktycznej jego eskalacji. Idąc tą drogą nie zbudujemy jedności! Istnieje inna droga rozwiązywania konfliktu i przekształcania go w jedność. Franciszek uczy, że „istnieje sposób zmierzenia się z konfliktem, bardziej skuteczny: polega on na przyjęciu konfliktu, rozwiązaniu go i przemienieniu w ogniwo nowego procesu”(n. 227). Chodzi o to, by nie ignorować konfliktu, nie gorszyć się nim, ale by chcieć i potrafić wejść w konflikt i uczynić go możliwym punktem wyjścia na drodze prowadzącej do wypracowania nowej koncepcji, zakładającej i realizującej współpracę. W procesie tym potrzebny jest etos respektowania godności każdego człowieka, umiejętność rozróżnienia błędu od człowieka błądzącego, prowadzenie walki szlachetnej a nie wyniszczającej (por. LE, n. 20) oraz przekonanie, że nikt nie ma monopolu na prawdę i tylko dialog – nieraz trudny i długi – jest drogą prowadzącą do obiektywnej prawdy. Papież Franciszek przypomina, że różnice zawsze pomagają wzrastać, lęk przed różnicami zubaża. To jest także wymiar mądrościowy polityki, który powinniśmy wprowadzić do życia obywatelskiego naszej Ojczyzny.

Trzecia zasada: „rzeczywistość jest ważniejsza od idei”. Między rzeczywistością a ideą zawsze zachodzi napięcie. Rzeczywistość po prostu jest, a ideę się wypracowuje. Trzeba doprowadzić do stałego dialogu pomiędzy nimi, unikając oddzielenia idei od rzeczywistości.

Franciszek pisze: „Są tacy politycy – a także przywódcy religijni – którzy zastanawiają się, dlaczego lud ich nie rozumie i za nimi nie idzie, skoro ich propozycje są tak logiczne i jasne. Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że usadowili się w królestwie czystych idei i sprowadzili politykę lub wiarę do retoryki. Inni zapomnieli o prostocie i ściągnęli z zewnątrz racjonalność obcą i niezrozumiałą dla ludzi” (n. 232). Polityka jest sztuką sprawiedliwego urządzenia społeczności ludzkiej, stąd ważne są w jej realizacji idee przewodnie, ale one same nie wystarczą. Bez liczenia się z konkretną rzeczywistością społeczną łatwo przekształcają się one w ideologię oderwaną od rzeczywistości, co często prowadzi do skrajnych postaw będących zarzewiem społecznych konfliktów. Każdy polityk powinien więc liczyć się z rzeczywistością społeczną, którą chce kształtować. Nigdy nie jest ona idealna, nie jest też czarno-biała. Przyjęcie tej prawdy i kierowanie się zasadą „rzeczywistość jest ważniejsza od idei” należy także do wymiaru mądrościowego polityki.

Wreszcie czwarta zasada: „całość jest ważniejsza niż część”. Zasada ta jest szczególnie aktualna i ważna w zglobalizowanym i globalizującym się świecie. Jej stosowanie jest także ważne dla właściwie rozumianego i realizowanego członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Papież pisze: „Istnieje również napięcie między tym, co globalne, a tym co lokalne. Należy zwrócić uwagę na wymiar globalny, aby nie ulec pokusie wąskiego, lokalnego spojrzenia. Nie można też tracić z pola widzenia tego, co lokalne: w ten sposób stąpamy twardo po ziemi” (n. 234). Można przywołać w tym kontekście termin glokalizacja: myślenie globalne, działanie lokalne. W dzisiejszej rzeczywistości społecznej zamykanie się we własnej tożsamości bez otwarcia na innych jest drogą do nikąd. Chodzi o otwarcie się na wymiar ponadnarodowy i ponadpaństwowy, z zachowaniem jednakże własnej kulturowej tożsamości i państwowej suwerenności. Nie chodzi o uniformizm, ale o jedność wielości. Dlatego autentyczną jedność nauka społeczna Kościoła przyrównuje bardziej do wielościanu niż do powierzchni kuli. Zasada „całość jest ważniejsza niż część” jest także konsekwencją uniwersalnego wymiaru chrześcijaństwa. Powinniśmy stosować tę zasadę w kontekście członkostwa Polski w Unii Europejskiej, a także w kontekście zjawiska migracji, by uniknąć skrajnych postaw, nawzajem się wykluczających, zaostrzających konflikt społeczny w naszej Ojczyźnie i narażających nasz kraj na izolacjonizm.

Wszystkie te zasady stanowią organiczną całość. Są ze sobą powiązane. Warto o nich pamiętać w działalności politycznej, która ma budować wspólne dobro w atmosferze pokoju, sprawiedliwości i braterstwa.

VIII. Polityczny testament Jana Pawła II dla rządzących Polską

Warto przytoczyć fragmenty przemówienia Jana Pawła II do połączonych izb polskiego Parlamentu, w obecności władzy wykonawczej i sądowniczej, dotyczące przedstawionych powyżej problemów dotyczących życia publicznego naszego kraju. Są one niejako streszczeniem przedstawionego powyżej nauczania społecznego Kościoła. Tak często szczycimy się naszym wielkim i świętym rodakiem. Powinniśmy zatem częściej niż dotychczas kierować się jego nauką i nauką społeczną Kościoła w budowaniu demokratycznego państwa i suwerennego w nim społeczeństwa.

Papież nauczał: „Chciałbym życzyć Sejmowi i Senatowi, aby w centrum ich wysiłków ustawodawczych zawsze znajdował się człowiek i jego rzeczywiste dobro, zgodnie z klasyczną formułą: Hominum causa omne ius constitutum est… Gdy troska o ochronę godności człowieka jest zasadą wiodącą, z której czerpiemy inspirację, i gdy wspólne dobro stanowi najważniejszy cel dążeń, zostają położone mocne i trwałe fundamenty pod budowę pokoju. Kiedy natomiast prawa człowieka są lekceważone lub deptane i gdy wbrew zasadom sprawiedliwości interesy partykularne stawia się wyżej niż dobro wspólne, wówczas zasiane zostaje ziarno nieuchronnej destabilizacji, buntu i przemocy… Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez wszystkich obywateli i winna się przejawiać we wszystkich sektorach życia społecznego. W szczególny jednak sposób ta troska o dobro wspólne jest wymagana w dziedzinie polityki. Mam tu na myśli tych, którzy oddają się całkowicie działalności politycznej, jak i poszczególnych obywateli. Wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu… Wyzwania stojące przed demokratycznym państwem domagają się solidarnej współpracy wszystkich ludzi dobrej woli – niezależnie od opcji politycznej czy światopoglądu – wszystkich, którzy pragną razem tworzyć wspólne dobro Ojczyzny. Szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad etycznych. Także państwa pluralistyczne nie mogą rezygnować z norm etycznych w życiu publicznym… Pragnąłbym życzyć polskim politykom i wszystkim osobom zaangażowanym w życiu publicznym, by nie szczędzili sił w budowaniu takiego państwa, które otacza szczególną troską rodzinę, życie ludzkie, wychowanie młodego pokolenia, respektuje prawo do pracy, widzi istotne sprawy całego narodu i jest wrażliwe na potrzeby konkretnego człowieka, szczególnie ubogiego i słabego”.

W encyklice „Veritatis splendor” Jan Paweł II tak nauczał: „W odniesieniu do dziedziny polityki należy podkreślić, że uczciwość w kontaktach między rządzącymi a rządzonymi, jawność w administracji publicznej, bezstronność w rozstrzyganiu spraw publicznych, poszanowanie praw przeciwników politycznych, ochrona praw ludzi oskarżonych w procesach i sądach doraźnych, sprawiedliwe i uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod zdobywania, utrzymywania i poszerzania władzy za wszelką cenę – to zasady, które znajdują swe najgłębsze źródło, a jednocześnie uzasadnienie wartości osoby, w transcendentnej wartości osoby i w obiektywnych nakazach moralnych, dotyczących funkcjonowania państw. Gdy zasady te nie są przestrzegane, zanika sam fundament politycznego współistnienia, a całe życie społeczne wystawiane jest stopniowo na ryzyko, zagrożenie i rozkład” (n. 101).

Jeśli chcemy życie społeczne w naszym kraju opierać na prawdzie, kierować się w nim sprawiedliwością, ożywiać i integrować je miłością i urzeczywistniać w duchu wolności, odpowiadającej godności obywateli, osób rozumnych i wolnych, a przez to odpowiedzialnych, wypełniających prawo i obowiązek budowania dobra wspólnego naszej Ojczyzny, powinniśmy kierować się wyżej przedłożonymi wartościami i zasadami głoszonymi przez Kościół w nauczaniu społecznym. Dotyczy to każdej formacji politycznej, która jest u władzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem