Reklama

Nagroda św. Maksymiliana dla Anny Ficoń

2019-01-16 11:11

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 3/2019, str. II

R. Karp
Nominowani i laureatka Nagrody św. Maksymiliana 2019

Już samo nominowanie do tej nagrody jest niezwykłym zaszczytem i wyróżnieniem. Gratuluję i życzę owocnej pracy w dziełach, którą podejmujecie lub będziecie podejmować, jako powierzone wam przez Pana Kościoła i Jego Matkę – życzył bp Roman Pindel osobom nominowanym do Nagrody św. Maksymiliana Marii Kolbego. Nagrody wręczono 6 stycznia br. podczas gali w Oświęcimskim Centrum Kultury. Laureatką została katechetka Anna Ficoń

Kandydaturę Anny Ficoń zgłosiła parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Cieszynie Krasnej z ks. administratorem Krzysztofem Gardyną. W uzasadnieniu kapłan zaznaczył, że Anna Ficoń zajmuje się od wielu lat katechizacją dzieci i młodzieży. Prowadzi parafialną grupę Dzieci Maryi oraz Szkolne Koło Caritas w Krasnej. Angażuje uczniów w projekty misyjne. Jest również doradcą metodycznym religii dla 6 dekanatów Śląska Cieszyńskiego i członkiem Rady Katechetycznej Diecezji Bielsko-Żywieckiej. Organizuje konferencje metodyczne dla katechetów, a od 1995 r. Wojewódzki Konkurs Wiedzy Biblijnej.

– Chciałam z serca podziękować tym wszystkim, którzy stanęli na mojej 40-letniej drodze katechetycznej: dzieciom, rodzicom i tym, którzy mnie formowali. To ich nagroda. Gdyby nie ich obecność i zaangażowanie, to ja bym tu dziś nie stała. Dziękuję wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomogli mi ewangelizować. Św. Maksymilian powiedział piękne zdanie, które noszę w sercu i dzielę się nim z dziećmi i młodzieżą: „Jaki by świat był piękny, gdyby każdy z nas przeczytał jedno zdanie z Ewangelii, przejął się nim i żył nim na co dzień” – mówi Anna Ficoń.

Reklama

Do tegorocznej nagrody nominowane były również następujące osoby: Irena Lipińska – zelatorka Róży Różańcowej z parafii św. Maksymiliana w Oświęcimiu, aktywnie zaangażowana w posługi przy parafii, Piotr Moll – pierwszy prezes Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej i prezes POAK w parafii w Bielsku-Białej Kamienicy, Edward Szpoczek – emerytowany katecheta, członek Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” oraz Ligi Morskiej i Rzecznej, a także Wspólnota „Rodziny Razem” – integrują środowisko małżeństw w parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Lipniku i są świadectwem dla małżonków. Wręczenie nagrody poprzedził wykład historyk Centrum Badań Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Teresy Wontor-Cichy. Opowiadała o tym, w jaki sposób duchowni: Jan Skarbek, Władysław Grohs oraz Władysław Lohn SJ szli z pomocą więźniom KL Auschwitz. Galę zakończyła projekcja filmu „Dwie korony” w reżyserii Marka Kondrata.

Nagrodę św. Maksymiliana przyznaje diecezja bielsko-żywiecka za działalność ewangelizacyjną na jej terenie. Celem jest promocja działalności ewangelizacyjnej oraz pobudzenie wrażliwości apostolskiej. Wyróżnienie stanowi kopia figurki „Matki Bożej zza drutów” z Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, znajdująca się w kaplicy „Matki Bożej zza drutów”. Wykonał ją w KL Auschwitz w 1940 r. więzień Bolesław Kupiec (nr 792), jako wyraz wdzięczności ks. Władysławowi Grohsowi za pomoc materialną dla więźniów obozu. Zgodnie z wolą ks. Grohsa figurkę przekazano do klasztoru w Niepokalanowie, zaś bracia przekazali ją do Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, nieopodal którego znajdują się miejsca kaźni.

Tagi:
nagroda

Reklama

Nagroda im. bp. Romana Andrzejewskiego dla zespołu Mazowsze

2019-02-28 19:47

dg / Warszawa (KAI)

Podczas uroczystej gali w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego otrzymał dziś Nagrodę im. bp. Romana Andrzejewskiego za rok 2018. Wyróżnienia przyznaje Fundacja „Solidarna Wieś”.

Archiwum zespołu "Mazowsze"

Gości przywitał sekretarz generalny KEP, bp Artur Miziński, który poprowadził również modlitwę za śp. bp. Alojzego Orszulika, związanego z tym wyróżnieniem.

W gali wzięli udział przedstawiciele Kościoła z kard. Kazimierzem Nyczem na czele, a także świata polityki i mediów, laureaci poprzednich edycji Nagrody oraz przyjaciele Zespołu Mazowsze.

Zobacz zdjęcia: Nagroda im. bp. Romana Andrzejewskiego dla zespołu Mazowsze

Specjalny list gratulacyjny do Zespołu skierował m.in. Prezydent RP Andrzej Duda. Prezydent wspomniał zaangażowanie biskupa Romana Andrzejewskiego, patrona Nagrody. „To niezwykłe przedsięwzięcie przyrzekli sobie w murach bombardowanej Warszawy jego założyciele: Tadeusz Sygietyński i Mira Zimińska-Sygietyńska. Dzięki ich pasji i determinacji ‘Mazowsze’ nie tylko powstało, ale stało się, jak ujął to trafnie Jerzy Waldorff, ‘perłą w koronie Rzeczypospolitej’” – napisał prezydent. „Mam nadzieję, że Państwa działalność będzie zachęcała wielu młodych ludzi do zainteresowania się muzyką i kulturą ludową, do odkrywania jej bogactwa i do zachwycania się jej pięknem” – dodał Andrzej Duda.

Laudację wygłosili Wanda Zwinogrodzka, wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, oraz Asam Struzik, marszałek Województwa Mazowieckiego. Przywoływano fakt, iż działalność Zespołu Mazowsze od lat inspiruje innych twórców, także literatury i filmu, np. nominowanej do Oscara „Zimnej Wojny” Pawła Pawlikowskiego.

Jak podkreślono w uzasadnieniu, zasługi Zespołu Mazowsze dla rozsławienia polskiej kultury ludowej w kraju i na całym świecie są ogromne. W 2018 roku Zespół obchodził 70. rocznice istnienia. Kapituła wysoko oceniła, że przez cały ten okres, szczególnie w czasach panowania komunizmu, swym działaniem Zespół przypominał rolę tradycji i siłę polskiej wsi oraz prywatnego rolnictwa w utrzymaniu polskości i umiłowania małych ojczyzn. „Mazowsze” jest dowodem, że kultura ludowa jest mocno zakorzeniona w tradycji prywatnej gospodarki rodzinnej. Zespół inspirował podobne inicjatywy powstające na polskiej wsi w sposób spontaniczny i wolny.

Wyróżniono także rolę, jaką „Mazowsze” odegrało i odgrywa w utrzymaniu związku Polonii z krajem pochodzenia. Jak zauważono w uzasadnieniu, miało to szczególne znaczenie po II wojnie światowej, kiedy Polonia i emigracja polityczna nie chciały utrzymywać kontaktów z instytucjami państwa PRL. „Mazowsze” spełniało rolę ambasadora Polski i pomostu łączącego z Ojczyzną. „Pomagało i czyni to dzisiaj, podtrzymywać więź z językiem i kulturą polską” - czytamy w uzasadnieniu przyznania Nagrody.

Na koniec Gali Zespół wykonał utwory: „Legiony”, „Dwa serduszka cztery oczy”, „Oj, w Kadzidlańskim boru źródełeczko bije”, „Kukułeczka kuka” i „Nocka szumiała nocka wołała”.

Nagroda za 2018 rok, fundowana przez Fundację „Solidarna Wieś”, została przyznana po raz 15-ty. Dotychczas otrzymali ją: prof. Andrzej Stelmachowski, prof. Maria J. Radomska, ks. kard. Józef Glemp Prymas Polski, ks. prał. Bogusław Bijak, ks. bp. Alojzy Orszulik SAC, dr. Maria J. Stolzman, dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, Roman Kluska, Josef Rottenaicher, ks. abp Józef Michalik, prof. Alojzy Szymański, o. dr. Stanisław Jaromi OFM Conv. ks. prał. Kazimierz Kaczor, prof. Jacek Hilszczański. Współzałożycielem i przewodniczącym Rady Fundacji oraz przewodniczącym Kapituły Nagrody jest Sławomir Siwek. Natomiast honorowym przewodniczącym tejże Kapituły był śp. bp Alojzy Orszulik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ojciec dziecka z Zespołem Downa: życie z takim dzieckiem może być piękniejsze

2018-03-21 18:23

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Dziecko z zespołem Downa to nie tragedia i koniec świata, a przeciwnie, daje ogrom radości i miłości, a życie z takim dzieckiem może być piękniejsze – mówi w rozmowie z KAI Krzysztof Bilinski, ojciec 2,5-rocznego Stasia. Dziś przypada Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa.

Joni Hofmann/pl.fotolia.com

Publikujemy treść rozmowy:

Dawid Gospodarek (KAI): Jak przyjął Pan wiadomość o tym, że Pańskie dziecko ma zespół Downa?

Krzysztof Biliński: Dowiedzieliśmy się z żoną o tym, że dziecko będzie niepełnosprawne dopiero tuż po porodzie. W pierwszym momencie był na pewno szok i pewnego rodzaju strach, ponieważ do tej pory w ogóle nie wiedziałem, co to znaczy dziecko z zespołem Downa, jak może wyglądać wychowanie i przyszłość takiego dziecka.

– Otrzymaliście jakąś pomoc?

– Mogę powiedzieć, że na szczęście w szpitalu otrzymaliśmy dobrą pomoc od personelu medycznego, duże wsparcie od lekarzy i szereg konkretnych informacji, jak dalej postępować. Jednak był to zdecydowanie ciężki czas. W szpitalu ze względu na różne problemy dziecka spędziliśmy znacznie więcej czasu niż planowaliśmy. Pojawiła się wada serca i problemy z odpornością, z układem immunologicznym. Ten czas przedłużającego się pobytu w szpitalu był trudny. Szczególnie dla mojej żony, która była cały czas w szpitalu na tym oddziale. Dla niej atmosfera na porodówce, gdzie ciągle rodzą się zdrowe dzieci, a ona swojego dziecka nawet nie mogła za bardzo widzieć, bo cały czas było na oddziale neonatologii w inkubatorze, była raczej depresyjna. Wiadomo, jak to też wygląda w naszych szpitalach. Można się naprawdę nabawić depresji.

– A po tych dwóch tygodniach w szpitalu?

– Było już dużo łatwiej. Jak już byliśmy nakierowani, wiedzieliśmy, co nas czeka, zaczęliśmy z pełnym zapałem i energią szukać pomocy u wielu różnych specjalistów, których musieliśmy odwiedzić, oraz szukać dla dziecka rehabilitacji. Tu znów pojawił się problem, taka ściana niemal nie do przejścia. Dostać się do specjalisty – okazuje się to niemożliwe. Dostać się na rehabilitację – za dwa lata. Jedynym wyjściem jest załatwiać wszystko prywatnie.

– Czy jeśli prywatnie się załatwia takie rzeczy, są możliwości jakichś dofinansowań?

– Niestety nie, jedyną możliwością jest to założenie subkonta 1% i poszukiwanie osób, które zechciałyby nas wesprzeć tym swoim procentem od podatku. Jednak powiem szczerze, że mimo iż odzew mieliśmy ogromny, to pieniądze z 1% wystarczają na jakieś 3 miesiące w roku rehabilitacji naszego dziecka.

– Państwo nie pomaga?

– Ja nie oczekiwałbym żadnej pomocy od państwa, oczekiwałbym tylko tego, żeby państwo nie przeszkadzało. Wspomniałem, że problemem jest dostać się do lekarzy specjalistów, i to jest naprawdę mordęga. Trzeba prywatnie. Kardiolog to wydatek rzędu 300 zł, a my co miesiąc musimy być u kardiologa. Rehabilitacja – godzina to od 80 do 100 zł. Rehabilitacja w ramach NFZ to jedne zajęcia tygodniowo, a tych zajęć musi być codziennie kilka, żeby były dla dziecka rozwojowe, owocujące samodzielnym funkcjonowaniem. A do tego właśnie przecież dążymy, żeby dziecko mogło samodzielnie funkcjonować. I takie problemy są, że na rehabilitację się czeka 2 lata, a jak się już ją dostanie, to tylko raz w tygodniu.

– Z jakimi kosztami się to wiąże?

– W naszym przypadku jest to ok. 2-3 tys. zł miesięcznie na rehabilitację. My z żoną na szczęście mamy ten komfort, że oboje pracujemy i możemy sobie na to pozwolić. Ale z drugiej strony czujemy się źle, kiedy wiemy, że można dostać dofinansowanie np. z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a okazuje się, że ponieważ oboje pracujemy, dofinansowanie nam się nie należy. To jest frustrujące, że nie promuje się w naszym kraju pracowitości, tego, że ludzie chcą normalnie funkcjonować... Pomocy od państwa nigdy nie otrzymaliśmy, ani grosza. Ale powtórzę – nie oczekuję grosza, oczekuję tego, że będę mógł pójść np. do lekarza w ramach NFZ, za płacone na to podatki. Tymczasem nie mam takiej możliwości, poza podstawową opieką pediatryczną.

– Czy poza kwestiami medycznymi spotkali się Państwo z jakimiś problemami, np. w reakcjach społeczeństwa?

– Nie, odbiór społeczny, jeśli chodzi o moje środowisko, był bardzo pozytywny. Ludzie, wiadomo, czasem nie wiedzą, jak się zachować na wiadomość o tym, że dziecko urodziło się z zespołem Downa. Taką przykrą sytuację mieliśmy już na początku, w szpitalu, kiedy w czasie obchodu przyszedł znajomy kapłan. Mówiąc szczerze, byliśmy bardzo rozczarowani jego postawą, bo kompletnie nie wiedział, jak się zachować i w zasadzie uciekł z oddziału, nie udzielając żadnej pomocy, żadnego wsparcia. A był to dla nas okres bardzo depresyjny, kiedy tego wsparcia potrzebowaliśmy. Natomiast co do reakcji innych ludzi, mam pozytywne odczucia. Raczej chcą wesprzeć, dopytują jak mogą pomóc. Jednak wiem od rodziców starszych dzieci, że problem zaczyna się w szkole. Środowisko dzieci jest bardzo różne, czasem ma miejsce po prostu prześladowanie, dzieci są gnębione. Nad tym wszyscy musimy pracować, żeby dzieci lepiej odbierały inność.

– Czy szkoły integracyjne spełniają dobrze swoją rolę?

– Uważam, że szkoły integracyjne są bardzo dobrym pomysłem. Nasz Staś chodzi do przedszkola integracyjnego. To wszystko oczywiście pod warunkiem, że kadra pedagogiczna potrafi odpowiednio dzieci przygotować. Wiem, że zdarzają się w różnych miejscach w Polsce – nieliczne oczywiście – przykłady, że nauczyciele o takich dzieciach potrafią wypowiadać się z pogardą, więc tym bardziej inni uczniowie. Doświadczamy tego, że kontakt ze zdrowymi dziećmi jest bardzo istotny dla dzieci z zespołem Downa. One dzięki temu mogą się znacznie szybciej rozwijać niż będąc tylko we własnym, zamkniętym środowisku. My widzimy u naszego dziecka, że kiedy trafił do przedszkola i miał kontakt ze zdrowymi dziećmi, wykonał dostrzegalny skok rozwojowy.

– A jak dzieci w przedszkolu? One są przygotowane do kontaktu z rówieśnikami z zespołem Downa?

– Nasze przedszkole, do którego chodzi Staś, jest przedszkolem prywatnym. Są tam różne dzieci, też z różnymi schorzeniami, z autyzmem, zespołem Downa, dzieci zdrowe. Tam dzieci nie są po prostu w żaden sposób rozróżniane, wzajemnie się pozytywnie odbierają.

– Wspomniał Pan o przykrym doświadczeniu z kapelanem szpitalnym. Czy widzi Pan jakieś większe możliwości zaangażowania Kościoła w pomoc rodzinom z niepełnosprawnymi dziećmi?

– Wydaje mi się, że najbardziej potrzebna jest pomoc duchowa. Mam wielu przyjaciół kapłanów i wiem, że często się skarżą na braki w formacji. Brakuje przekazu, jak rozmawiać z takimi ludźmi. Kapłan jest osobą zaufania i często poszukuje się u niego wsparcia. Ja sam u księży takiego wsparcia szukałem i niestety wielu z nich nie wie, co powiedzieć, jak wesprzeć. Wydaje mi się, że zdecydowanie brakuje przygotowania księży.

– A przekaz Kościoła w kazaniach, oddziaływanie na społeczeństwo?

– Wydaje mi się, że pozytywny przekaz jest obecny, zauważam mocny głos i to mi się podoba.

– Jak ocenia Pan aktualne dyskusje wokół problemu aborcji?

– To co mi się nie podoba i co bardzo chciałbym zaznaczyć, a wiem, że wielu kapłanów, nawet hierarchów pod tym się podpisuje, to mianowicie to, że w Polsce w tej dyskusji o aborcji są wykorzystywane przez obydwie strony sporu głównie dzieci z zespołem Downa. Ja oczywiście jestem gorącym przeciwnikiem aborcji i jak najbardziej jednoznacznie opowiadam się za życiem, jednak to, co radykalnie mi się nie podoba, wręcz napawa mnie ohydą, to kiedy niektóre z organizacji pro life wykorzystują zdjęcia martwych płodów. To jest dla mnie paskudne i jak pan słyszy, jestem roztrzęsiony jak o tym mówię. To jest dla mnie skandaliczne i Kościół powinien się całkowicie odciąć od tego typu działań, bardzo bym tego oczekiwał. Naprawdę, te kampanie są dla mnie przykre. Przypomnę katolicką zasadę, że cel nie uświęca środków. Mnie jako rodzica dziecka z zespołem Downa, kiedy widzę martwe dziecko z zespołem Downa, bardzo to boli i jest okropne.

– Jak już po tych ponad dwóch latach ze Stasiem widzi Pan siebie? Czy bycie ojcem dziecka z zespołem Downa zmienia?

– Z pewnością rodzi się inna skala problemów. Człowiek przestaje się martwić pewnymi drobnostkami, które mu zaprzątały głowę do tej pory. Stałem się przed wszystkim człowiekiem bardziej empatycznym, lepiej rozumiem różne ludzkie problemy. Wydaje mi się, że do tej pory byłem bardziej obojętny, ale kiedy sam doświadczyłem w życiu tego, że musiałem się zaopiekować dzieckiem niepełnosprawnym, wzrósł we mnie poziom empatii, zmalał egoizmu. To otwiera na innych ludzi i ludzkie problemy.

– Co by powiedział Pan rodzicom, którzy dowiedzieli się, że spodziewają się dziecka z zespołem Downa, mają dużo lęku...

– Przede wszystkim bym zachęcał, żeby się mimo wszystko nie bali. Paradoksalnie trochę się cieszę, że mieliśmy taki komfort, iż nie wiedzieliśmy, że Stasiu będzie dzieckiem z zespołem Downa. Mam wrażenie, że rodzicom w ciąży się nie pomaga. Jedyny przekaz, z jakim się spotykają, to aborcja. On płynie zewsząd. Rozmawialiśmy o roli Kościoła – można dodać, że poradnie rodzinne przy parafiach mogłyby prowadzić też dla takich osób punkty z pomocą np. psychologa. Bo strach towarzyszący takiemu problemowi rodzi często nie do końca racjonalne decyzje. Takim rodzicom radziłbym poszukania pomocy, porozmawiania z kimś, kto ma dziecko z zespołem Downa, spotkania się z taką rodziną. To pozwoli się przekonać, że to nie tragedia i koniec świata, a przeciwnie – że takie dziecko daje ogrom radości i miłości, a życie z takim dzieckiem może być piękniejsze.

***

Krzysztof Biliński, ojciec 2.5 rocznego Stasia z Zespołem Downa. Tych, którzy chcą lepiej poznać życie dziecka z ZD zapraszamy na facebookowy profil Stasiowy Świat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowa siedziba władz zakonu paulinów na Jasnej Górze

2019-03-21 16:49

it (KAI) / Częstochowa

Zakończył się kolejny etap prac remontowych i modernizacyjnych na Jasnej Górze wykonywanych w ramach projektu: „Narodowe Perły Klasztoru OO. Paulinów – ochrona kulturowego dziedzictwa europejskiego”. 21 marca poświęcono tzw. Pokoje Królewskie, które odtąd stały się nową siedzibą generała paulinów i zarządu Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika.

Zdzisław Sowiński

Tzw. Pokoje Królewskie powstały na planie litery „L” w 1644 r. jako miejsce zakwaterowania dostojników państwowych. Wynikało to z faktu, że reguła paulinów zabraniała wstępu nieduchownym na teren klasztoru. Parter zajmowała apteka, wspominana w I poł. XVII wieku, zreorganizowana i unowocześniona na początku XVIII w.

"Obecnie budynek ten stał się nową siedzibą Kurii Generalnej Zakonu Paulinów" – powiedział generał o. Arnold Chrapkowski. Podkreślił, że jest to wydarzenie bardzo ważne dla zakonu, bo przeznaczenie budynku dla zarządu gwarantuje stałą siedzibę władz na Jasnej Górze, do czego zobowiązują paulińskie konstytucje.

Centralnym miejscem domu generalnego, tak jak każdego domu zakonnego, jest kaplica z Najświętszym Sakramentem. W budynku znajdują się także: sekretariat Kurii Generalnej, archiwum i pokoje, w których mieszkają generał, definitorzy generalni oraz sale, które mogą być wykorzystywane na różne paulińskie spotkania.

Ze względu na historyczne znaczenie Pokoi Królewskich w odremontowanym budynku znajdują się także pomieszczenia wystawowe. "Chodzi o pierwszy poziom, nieobjęty klauzurą, która czasowo będzie dostępna dla pielgrzymów" - zauważył generał paulinów.

Zadanie dotyczące renowacji Pokoi Królewskich obejmowało remont konstrukcji więźby dachowej z wymianą pokrycia, odtworzenie facjatek, wymianę pokrycia dachowego oraz ocieplenie poddasza.

Projekty, w których ramach wciąż trwają różne remonty, m.in. wymieniana jest nawierzchnia na dziedzińcu przed Kaplicą Matki Bożej, są realizowane dzięki dofinansowaniu ze środków Unii Europejskiej.

Data poświęcenia nowej siedziby Kurii Generalnej Zakonu Paulinów została wybrana ze względu na obecność wyższych przełożonych z różnych stron świata, którzy odbywali doroczne spotkanie paulińskich prowincjałów i przedstawicieli wspólnot zagranicznych. Prawie pół tysiąca mnichów pracuje w 70 placówkach. Nie ma ich tylko w Azji.

"Dzieliliśmy się doświadczeniami i wzbogacaliśmy wiedzę, by lepiej służyć w Zakonie i Kościołowi" - mówią paulini. O. Paweł Zawarczyński z prowincji niemieckiej podkreślił, że wielkim wyzwaniem dla wszystkich jest dziś troska o nowe powołania.

Podczas spotkania paulińscy przełożeni z generałem Zakonu na czele i zaproszonymi gośćmi rozmawiali m.in. o internecie jako narzędziu ewangelizacji oraz o duszpasterstwie młodych w kontekście Światowych Dni Młodzieży w Panamie i ubiegłorocznego Synodu Biskupów na temat młodzieży.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem